• Wpisów: 215
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 16 dni temu, 18:09
  • Licznik odwiedzin: 31 630 / 1303 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
konarski
 

Kliknij obrazek aby powiększyć
 

konarski
 
Przesłanie tej sztuki jak się zdaje nie dla wszystkich jest jasne z bardzo prozaicznego powodu. Sam Konarski miał niezwykłą świadomość tego kim jest. Bardzo wcześnie, już jako dziecko wiedział, że chce być artystą i był nim bez przerwy od początku do końca życia. Nie cierpiał z powodu tzw. kryzysów twórczych, na które uskarżają się inni. Tworzył bardzo dużo, z wiarą , przekonaniem i pełnym zaangażowaniem. Jako młody twórca był świadomy swoich braków i cierpliwie cyzelował swój warsztat. Śmiało poszukiwał swojej twórczej drogi. Bardzo mocno umiał skupić się na samym procesie twórczym i dążył konsekwentnie do celu. We wspomnieniach z czasu okupacji pisze m.in, że podczas pracy nad „Studium holenderskim” kilkakrotnie szlifował farbę. Dość powiedzieć że jeden obraz malował 2 lata. Wojna i późniejsze życie nie szczędziły mu traumatycznych doświadczeń – pracując w konspiracji zajmował się fałszowaniem tzw. Kennkart, ratując w ten sposób wielu ludzi i był w wywiadzie, po wojnie jego żona zachorowała na dziwną, trwającą wiele lat chorobę, której nie umiano zdiagnozować i zmarła. Krytyka nie była też dla niego i jego sztuki przychylna. Mimo to rozwijał się cały czas z niezwykłą intensywnością. Co nim kierowało? Możemy zrozumieć to czytając jego wiersz „Testament”
Dzięki temu uporał się z doświadczeniami, z którymi wielu ludzi z jego pokolenia, a także następnych generacji nie uporało się do dziś.
Niestety owo „coś” wielu ludzi odkrywa wtedy gdy jest już za późno...
 

konarski
 
Warto spojrzeć na tę twórczość w znacznie szerszym kontekście. Lata 30-te XX wieku, gdy Marian Konarski rozpoczynał studia i swoją karierę artystyczną to okres bardzo interesujących poszukiwań intelektualnych. W tym czasie rodzi się nowa nauka o człowieku – psychologia. To czas intensywnych poszukiwań naukowych, rozwoju techniki i nowych koncepcji w nauce i sztuce. W tym czasie przecież odnoszą już sukcesy zafascynowani techniką futuryści, kubizm, czerpiący pełnymi garściami z psychologii surrealizm i wiele innych nowych koncepcji. Rozwija się myśl i wiedza o człowieku. A doświadczenia wojny, choć okrutne nie przekreślają tych osiągnięć. Na marginesie warto dodać, że myśl tamtych czasów była o wiele bogatsza niż przedstawiają to szkolne podręczniki i kultura masowa. Rozwijały się przecież głęboko humanistyczne nurty, jak choćby pedagogika Steinerowska, etologia czy architektura organiczna, a i w samej nauce pojawiła się mnogość różnorodnych koncepcji człowieka.
Myśl Konarskiego jest jak się zdaje głęboko psychologiczna, choć sam pewnie o tym tak nie myślał. Zajmował się zagadnieniami percepcji,  selfprogramingu, dostrzegał istniejące stereotypy i  poszukiwał możliwości wyrażenia swojej introspekcji. Śmiałe skróty perspektywiczne w aktach, koncepty, drobne figle w pozornie realistycznych obrazach, sięganie do poetyki innych kultur i różnorodnych tworzyw (wysoko cenił tzw. wyczucie tworzywa) to jedno wielkie poszukiwanie i zgłębianie własnej egzystencji i tożsamości. Poza tym był wrażliwy na słowo – był poetą. Stąd niektórzy nazywali tę twórczość malarstwem poetyckim. Ostatecznie odkrył on jak się zdaje to, co dzisiejsza kultura próbuje realizować za pomocą środków audiowizualnych, ale wciąż się wymyka pogoni za komercją.
 

konarski
 
Twórczość tego artysty wyraźnie dzieli się na dwa zupełnie różne okresy. Chociaż tworzył on duże bardzo odrębne cykle i można śledzić dość skomplikowany proces rozwoju jego drogi, to wyraźną granicę stanowi wojna. Jest w tym jednak pewien paradoks. O ile prace przedwojenne podejmują poważne albo wręcz ponure tematy i wyrażają jakiś wielki wysiłek; postaci są jakby z kamienia – ciężkie bryły o proporcjach olbrzymów zmagające się z własnym ciężarem i życiem, to począwszy od „Studium holenderskiego”, które przecież powstawało w najtrudniejszym okresie, na początku wojny, gdy rozpoczął pracę w konspiracji, widać wyraźny proces odkrywania i w końcu celebrowania radości życia.
Po trosze stało się tak za sprawą jego wielkiej miłości do Jadwigi – drugiej żony. Ale proces ten wyraźnie zaczął się już dużo wcześniej i był jak się zdaje świadomym wyborem i efektem bardzo konsekwentnej pracy i wewnętrznej dyscypliny.
I co ważne, działo się tak mimo zewnętrznych trudności takich jak dziwna, nigdy nie zdiagnozowana i trwająca wiele lat choroba i w końcu śmierć pierwszej żony, trudne powojenne czasy i odrzucenie przez środowisko.
A więc odkrył coś ważnego. Znalazł kamień filozoficzny?
 

konarski
 
Wspomnienia Konarskiego rzucają interesujące światło na sprawy II wojny światowej. To osobny temat, do którego warto jeszcze powrócić.
Nie mniej frapujące jest odrzucenie tego artysty przez współczesny mu oficjalny nurt. Nie chodzi tylko o słowa Estreichera.
Konarski był laureatem wielu poważnych  nagród. Ale nie wszystkie jego projekty doczekały się realizacji. Wygrał m.in. w 1978 roku konkurs na pomnik Wyspiańskiego w Krakowie. Pamiętam ten projekt i pamiętam wielką wystawę pokonkursową.  Projekt Konarskiego był absolutnie nowatorski – jego istotą była organizacja przestrzeni. Przestrzeń jest ściśle związana z myśleniem. A więc – myśl!
Jednak zrealizowano w Krakowie inny projekt, innego autora. No cóż, można powiedzieć: układy, prywata, polityka... ale czy tylko? Jeśli hołd wielkiemu artyście miała wyrażać przestrzeń a została ona zagospodarowana inaczej to znaczy, że proces organizujący tę przestrzeń w wyznaczony przez niego sposób po prostu się nie dokonał. To znaczy, że wzięły górę czynniki, które kształtują świadomość żyjących w tej przestrzeni i wokół niej ludzi inaczej. To dużo znaczy.
Przy okazji – ostatnio w wyniku wprowadzenia pewnych kwalifikacji formalnych związanych z wypłacaniem tantiemów okazało się, że Chopin nie należy do kultury polskiej...
Nie zdziwi mnie, gdy tak się stanie z Konarskim, jak już się zresztą stało ze Stachem z Warty.
Jeśli jakaś grupa ludzi odrzuca jednego ze swych członków to staje się po prostu inną grupą. Jeśli tą osobą jest artysta, intelektualista - to ta grupa odrzuca jakiś ważny proces intelektualny czy emocjonalny. A to niesie określone konsekwencje w realnym życiu, bo ono jest ostatecznie sumą, wcześniej podejmowanych wyborów.
Gdy mówi się o kryzysie to czy ma on jedynie ekonomiczny wymiar? Może jego przyczyny mają inne, głębsze źródła? Przychodzi mi  na myśl wiele refleksji...
Warto więc może przynajmniej spróbować  poznać tę myśl.
 

konarski
 
Od czasu założenia tego bloga trochę się zmieniło. M.in. pojawiło się hasło Marian Konarski w Wikipedii. (nie wiem kto je tam umieścił) . Jest tam informacja, że uzyskał on dyplom ASP po wojnie. Być może (?). Jednak mam inne informacje.
Konarski pisze w swoich wspomnieniach, że próbował rozmawiać z rektorem (Estreicherem), ale usłyszał taką oto odpowiedź:
„- Ja osobiście uważam pańską sztukę za szkodliwą.(...) bo my, proszę pana uczymy naszych studentów prawdziwego malarstwa.”
Trzeba przyznać, że w czasach sztuki eksperymentalnej, a także wśród totalnych absurdów PRLu,  takie słowa stanowią klasę samą w sobie!
I chociaż Estreicher zasłynął głównie z tego, że „ruszył Kopernika” o czym opowiadają anegdoty i złośliwe  wierszyki („Wstrzymał Słońce ruszył Ziemię, polskie go wydało plemię, a Estreicher z dziekanami postawił go pod krzakami”), a ten tekst kwalifikuje się jako zabytek literatury polskiej, swoista czarna perła ignorancji, to ta arogancja niosła jednak określone konsekwencje.
Zresztą Konarski napisał o tym dobitnie w swoim wierszu „Testament”
„Żyłem z wami, cierpiałem... Nie z wami, lecz obok...”
A twórczość i życie Mariana  Konarskiego nadal czekają na docenienie i rahabilitację.
Konarski po wojnie czynił też starania o uzyskanie legitymacji ZBOWIDu , co też napotkało  opór. Poza tym pracował przecież w konspiracji, więc trudno to było udokumentować, tym bardziej, że czas płynął i niektórzy świadkowie zdążyli umrzeć. W końcu stosowne zaświadczenie uzyskał w 1977roku. Było to dla niego ważne. Był przecież patriotą, a czasie wojny narażał swoje życie i swoich bliskich aby ratować innych. I tylko nieliczni wiedzą co było ceną tej pracy , co znaczą słowa wiersza „a w piersiach wieczny kamieniołom” napisane wiele lat po wojnie...
O swojej pracy w konspiracji pisze we wspomnieniach.
 

bazgra
 
konarski
 
Długo wahałam się czy i jak o tym napisać.
Rok temu w lipcu zmarł mój przyjaciel Marek Książek. Piszę o tym bo oboje byliśmy wplątani przez życie w historię Konarskiego i jego przyjaciół.
Znajomość była to dziwna i przelotna bo trwająca zaledwie kilka (chyba 5) lat, ale ważna. A te 5 lat to dużo, dość by powiedzieć coś ważnego.
Marian Konarski prowadził ożywioną działalność towarzyską i pedagogiczną w szerokim znaczeniu. W czasach gdy środowisko artystyczne było zdominowane przez akademizm ( z którego przecież został wykluczony) i kontrolowane przez władzę socjalistycznego państwa ta działalność przebrała formę prywatnych spotkań w domu artysty. Podobną działalność prowadził też inny artysta z grupy szukalszczyków Franciszek Walczowski. Spotkania w domu przy ulicy Floriańskiej w Krakowie odbywały się regularnie i miały bardziej zorganizowany charakter, a i atmosfera była inna niż w Krzeszowicach. Wśród jego gości bywał też Konarski, a Marek Książek pojawił się tam na początku lat siedemdziesiątych jako wielce obiecujący student architektury. Jak się okazało później, gdy w roku 1982 pan Franciszek umierał, spotkaliśmy się tam ... w progu, za który nie zostałam wpuszczona przez żonę - pania Zofię Walczowską, ale to osobna historia. Ten incydent po latach jednak zaowocował znajomością i zainteresowaniem twórczością Konarskiego i muszę przyznać, że Marek bardzo mi pomógł w zbieraniu materiałów na ten temat. Wspierał moje wysiłki i był jedną z nielicznych osób, które naprawdę rozumiały tę sztukę.
To co wydarzyło się w kręgu spadkobierców Szukalskiego i ich przyjaciół zasługuje na osobną opowieść, bo były to postacie barwne.
Ale dla mnie znaczące było to co wydarzyło się podczas ostatnich naszych spotkań. Marek od dłuższego już  czasu walczył z chorobą nowotworową. Przeszedł operację krtani, po której nie mógł mówić ani jeść. Tzn, mówił bezgłośnie i przyjmował tylko płyny. Paradoksalnie nasz kontakt znacznie się poprawił i porozumiewaliśmy się bez trudu. Stał się jakby bardziej ekspresyjny, prawdziwy. Stan jego zdrowia zdawał się też poprawiać ale problemem było jednak jedzenie.
-Wiesz – zaproponowałam – zróbmy sobie więc ucztę duchową.
Właśnie miałam przy sobie dużą teczkę rysunków i szkiców olejnych Konarskiego do skanowania i trochę swoich prac.
Ustawialiśmy rysunki i szkice po kolei na sztaludze przysuniętej do stołu i popijając herbatę komentowaliśmy je. Podziwialiśmy finezję rysunku, specyficzny styl cieniowania postaci, wysmakowane barwy i małe formy malarskie tworzone na skrawkach dykty pod koniec życia artysty. Oglądaliśmy też moje prace i  jego.
Rozmawialiśmy o Konarskim ale też o terapii przez sztukę i jego doświadczeniach. Powiedział mi wtedy coś naprawdę ważnego.
Przy pożegnaniu powiedział:
- To była naprawdę uczta duchowa.
 

konarski
 
Z cyklu "Kryształy" - "Kolczasta droga" gwasz 50x65cm, z 1960 roku
Obraz jest oprawiony w drewnianą ramę pomalowana srebrną farbą i szybę. Niestety na zdjęciu są widoczne odblaski odbite w szkle.
Obraz zachwyca niezwykłą precyzją rysunku i stonowaną, wyważoną kolorystyką.
 

konarski
 
Dla tych, którzy chcą rozwijać swoją osobowość i poznać twórczość jednego z najbardziej inspirujących polskich artystów jest okazja - można kupić wydany pośmiertnie katalog jego obrazów
allegro.pl/marian-konarski-katalog-obrazy-malars…